Krytyk krytykowi krytykiem

Napisz coś na blogu, powiedzieli… jakby to takie łatwe było. No i, jak się okazuje, jest. Wystarczy pokręcić się trochę wśród ludzi, posłuchać ton werbalnego kału jaki produkują i już nagle jest o czym pisać.

Na dzisiejszych zajęciach zajmiemy się krytyką, czyli tematem, który już przynajmniej raz próbowałem wałkować, jak się okazuje, mało skutecznie. Powiedzmy otwarcie krytyka jest niewdzięczna, wręcz niewdzięczna w chuj stałoby się rzec i pod pewnymi względami podobna jest do tłumaczenia – ładna nie jest dobra, dobra nie jest ładna. W odróżnieniu od tłumaczenia jednak, sprawa z krytyką jest raczej prosta – należy szczerze pierdolić ładność. Tak, wiem, że jakoś strasznie bluźnią, szczególnie w tak krótkim fragmencie tekstu, ale niestety, czuję się z tą kwestią jakoś tak emocjonalnie związany.

Kiedy myślę o tym teraz widzę, że kolejny wpis na ten sam temat jest nieco bezsensowny, bo przecież o profesjonalizmie już było, o tym jak chciałbym, żeby krytyka wyglądała – także. Niestety, nie było o tym, jak krytykę należy odbierać, a najwyraźniej niektóre osoby posiadają wyraźne niedobory w tej kwestii. Piszę. Momentami jest to przyjemne, czasami po prostu męczące. Taki lajf, jak to mówią, inaczej się pewnie nie da. Pisząc, czasami słyszę, że brakuje wartości temu mojemu tworzeniu, bo bohaterowie są płascy, bo tekst jakościowo słaby, bo sposób narracji biedny – ot, taki standard, który prawdopodobnie każdy, kto kiedykolwiek zajmował się pisaniem „artystycznym” (no co, jakoś muszę uniknąć powtórzenia, szczególnie, że użycie słowa na „t” brzmiałoby jak kalka językowa) miał okazję przerobić. Oczywistym zdaje się, że jeżeli czuję zapał do pisania, jeśli jestem zdeterminowany, że jednak tworzyć umiem, że jest to moje przeznaczenie i ogólnie dam z tego radę kiedyś wyżyć, to taka krytyka nie powinna mnie powstrzymywać. Rzeczą mniej oczywistą, jak się okazuje, jest fakt, że ni chuja nie wolno mi się na takiego krytyka obrażać, tudzież wypinać się na to, co ma do powiedzenia. Jasne, mogę sobie wmawiać, że mam talent, o ile jednak człowiek in question nie jest fizyczną manifestacją onetowego trolla, to wydaje mi się, że cała sprawa wymaga głębszego przemyślenia. Zadanie sobie pytania „czy aby na pewno mam rację?” okazuje się w wypadku niektórych poważnym problemem, barierą, której nie idzie przekroczyć, no bo po co pytać o takie pierdoły, skoro przy moich narodzinach ustalono już, że rację mam? Często zdarza się niestety, że ten człowiek, który się do nas przyp…. no, ma z nami problem ma także rację (w różnych ilościach co prawda, ale ma), a my po prostu wolimy posłuchać tych, którzy nam słodzą.

I tu już moja, osobista, serdeczna prośba do wszystkich, którzy nas chwalą: PIERDOLCIE SIĘ. No dobra, nie do wszystkich. Problem mam z tymi, którzy chwalą i gówno wiedzą, albo chwalą, dla samej zasady, że chwalić trzeba. Nie będę dywagować na temat tego, czy faktycznie trzeba, czy nie, bo to zdaje się być kwestią indywidualnej ludzkiej głupoty, chętnie porozmawiam jednakże na temat tego jak to niedobrze jest, gdy człek chwali bez wiedzy. Częstokroć jest tak, że pochwały wynikają z tego, że nie chcemy spać na metaforycznym tapczanie, chcemy dostać od osoby chwalonej kolejny ciepły obiad, nie chcemy mieć przerw w dostawach seksu i tak dalej i tak dalej, uproszczając więc: chwalimy przez bliskość. Szczerze mówiąc, nie potrafię sobie wyobrazić nic bardziej chujowego niż taka pochwała, bo ona szkodzi najbardziej. Sam byłem w sytuacji, kiedy bliska mi osoba obraziła się, bo stwierdziłem, że jej tekst bardzo potrzebuje korekty, jakiegoś ogarnięcia plątaniny, którą wyprodukowała, bo w tej chwili jest strasznie słabo z czytelnością i zrozumiałością… i czym to jest powodowane? Ano właśnie tymi bliskimi, którzy nam ciągle słodzą, pierdolą, jak to dobrze zrobiliśmy to czy tamto. Te skurwysyny burzą nam dystans do siebie i tego co robimy! Zabić ich? Nie, raczej tylko ograniczyć, no bo przecież nie powiemy mamie, tacie czy siostrze, żeby się waliła, tylko dlatego, że powiedziała nam coś miłego… ale na bogów eternii, temperujmy ich chociaż. I temperujmy sami siebie. I postarajmy się czasem znaleźć w rzeczach na które patrzymy coś złego, by mogły stać się nieco lepsze.

2 responses to this post.

  1. Wysłany przez pies w dniu 28 Październik 2010 o 8:49 pm

    na przykład interkurwapunkcje? :P

    Odpowiedz

  2. Wysłany przez mołoko w dniu 4 Listopad 2010 o 9:06 am

    Ja lubię licentia poetica, ale się przypieprzę i jednak powiem, że wolę wariację oryginalną z ładnością i wiernością.
    But still. Tak to właśnie jest, jak się ma zaprzyjaźnionych recenzentów, a nie profesjonalnych krytyków rodem sprzed 100 lat.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.