Odgrywanie, rzecz obca

Kiedy zaczynałem przygodę z RPG byłem przekonany, że rpgowcy to mądrzy ludzie o szerokich horyzontach i bogatej wyobraźni. Po dziesięciu latach tej zabawy dochodzę do wniosku, że rpgowcy to ludzie.

O tym, że jestem ambitny, wie każdy, kto mnie zna. O tym, że jestem ambitny przesadnie przekonani są ludzie, którzy wdadzą się ze mną w dyskusję na pewne bardzo bliskie mi tematy. Jednym z nich jest klimat i odgrywanie.
Jak zapewne wiecie, prowadzę od stycznia dramę cykliczną. Pod nazwą Shadows of Łódź kryje się moja wizja wampirzego świata, która doczekała się już pięciu odsłon. Podczas ich prowadzenia popełniłem sporo błędów, staram się jednak na nich uczyć i więcej nie popełniać. Przy okazji walczę jednak cały czas z jedną rzeczą, która od roku czy dwóch nie daje mi spokoju – gracze nie potrafią odgrywać postaci.

Mam prośbę: niech moi gracze nie czytają dalej. Bo jeszcze któryś z nich stwierdzi, że piszę konkretnie o nim i się obrazi, a zupełnie mi o to nie chodzi. Powiedziano mi, że może trzeba wylać żółć, więc staram się to zrobić pisząc jednocześnie coś całkiem spójnego i racjonalnego, mimo buzującej we mnie frustracji. Tak więc, powtarzając, że piszę o OGÓLE a nie o kimś konkretnie, jadę dalej:

Co ja bredzę? Ano już spieszę z wyjaśnieniem: wyobraźmy sobie Jana Kowalskiego. Pan Kowalski gra w RPG od paru latek i zaczyna właśnie grać w wampira. Tworzy sobie więc postać, genialnego detektywa, który został przemieniony za swoje unikalne zdolności dedukcji. Wampir Kowalski jest więc teraz detektywem z super mocami, ma znajomych w policji, dwóch czy trzech znajomych pismaków, jakieś wtyki w mafii… jest super. Czasem oczywiście musi żywić się krwią, ale kto by się tym przejmował, w centrum jest dużo ludzi, pożywianie się to pikuś, przecież zawsze jest w kogo wbić w zęby i na 100% nikt mnie nie zauważy. Wampir Kowalski nie przejmie się tym, że jakiś starszy od niego 100 lat wampir może go nie lubić, bo przecież to tylko inny gracz. Wampir Kowalski pnie się w miejskiej hierarchii, zyskuje przyjaciół, wpływy…
Wampir Kowalski jest z chuja. I żyje w świecie, który w całości składa się z takich jak on.
Dlaczego, zapytacie? Bo wampir Kowalski nie ma wad. Nie ma słabości. Jest płaski i nudny.
A przecież to byłoby takie proste: wystarczyłoby, żeby Kowalski przed przemianą był alkoholikiem – tego wampiryzm nie leczy. Mógłby być też rasistą, kleptomanem, erotomanem. Mógłby mieć jakąś obsesję, mógłby w coś mocno wierzyć lub absolutnie nie wierzyć… tylko po co? To wymagałoby wysiłku, a rpgowcy to ludzie. A jako tacy – minimaliści. W świecie wampira Kowalskiego wszystko jest proste, uwagi wymagają tylko te bardzo skomplikowane rzeczy, szczegóły są dla leszczy, a co dopiero jakiekolwiek trudności – w końcu on jest superbohaterem, czyż nie? Przecież Batman też pojawiał się tylko w nocy (co z tego, że w Gotham nie było praktycznie dnia).

Jednakże, mimo, że powyższy przykład jest obecnie najbliższy mojemu sercu, to rzecz nie ogranicza się tylko do niego – mówiłem, problem mam ze wszystkimi rpgami. Gracze tworząc postaci do D&D (no dobra, tu się czepiam…), Monastyru, Neuroshimy czy L5K tworzą postaci, które są zwyczajnie… nudne. Szare, płaskie, przeznaczone tylko do zwyciężania zła. Tylko, że większość systemów, przynajmniej zgodnie z tym, co o nich czytałem, oferuje coś więcej, niż nudne zwyciężanie zła. Oferują możliwość stworzenia ciekawej historii, a jak można stworzyć ciekawą historię, bez ciekawych postaci? Fakt, że gracz nią prowadzący potrafi się czasem wykazać głupotą (a wszyscy rpgowcy potrafią), jeszcze ją ciekawą nie czyni.

Czy naprawdę Kowalscy tego świata muszą tworzyć Kowalskich w światach wyimaginowanych?

9 responses to this post.

  1. Wysłany przez RaVeN w dniu 27 Kwiecień 2011 o 7:07 pm

    Widzisz, błąd nie leży w kwestii odgrywania w takim razie, jak zasugerowałeś na początku, ale raczej w samej kreacji. Gracze tworzą postać, która jest płaska od bazy, więc nie da się jej niepłasko odegrać. To tak, jakbyś po pani Stefanii ze spożywczaka, która od 42 lat liczy kasę i sprzedaje prytę na zeszyt, spodziewał się, że w przypływie angstu zacznie deklamować wiersze na barykadach. Może należy od razu uczulać swoich graczy, że jednowymiarowy Kowalski jest w kij nudny a kiedy na sesji/larpie jest ich 20 to w nudzie można się utopić. Może już na etapie kreacji należałoby odsączać słabsze jednostki i po prostu zmuszać jej do większego poświęcenia. Że co? Że ktoś się obrazi i nie zagra bo przecież za dużo się od niego wymaga? No i dobrze, jednego lesera mniej. Może należałoby zastanowić się nad ujemnymi punktami? Skoro są nagrody za aktorstwo, czemu nie ma być kar za niski poziom odgrywania? Może to zmusi niektórych do dociągnięcia do pewnego określonego poziomu. To na serio nie jest trudne…

    Odpowiedz

  2. Wysłany przez ralindel w dniu 27 Kwiecień 2011 o 11:17 pm

    Kreacja dzieje się raz. Postać można rozwijać. Chodzi o to, że ludzie się zatrzymują na etapie “detektyw”, “żołnierz”, “polityk” i już więcej nie chcą dodać, bo po co.

    Odpowiedz

  3. Wysłany przez kiniaq w dniu 28 Kwiecień 2011 o 8:39 am

    Z braku czasu u mnie i znajomych grających, ostatnimi laty grywam tylko w internecie, w ‘tekstówki’, gdzie większość scen odbywa sie jeden na jeden za pomocą komunikatoró lub emaila. Średnia wieku graczy – dwadzieścia cuś. Nagminna plaga – przypadłość zwana ‘mary-sue’. Objawia się w postaci bohatera posiadającego same dobre cechy, przyjaciela wszystkich, którego jedyną wadą jest to, że inni go nie lubią bo taki piękny/dobry/utalentowany. Jeśli wspomnisz coś o tym, że możnaby uczynić rzeczoną postać bardziej realną, dostajesz od 0 do berserker w trzy sekundy. Wszystko wskazuje, niestety, że jest to kwestja wieku (młodego) i potrzeby przeżywania idealnego życia za pomocą swoich postaci. Z bardzo ale to bardzo często używanym argumentem ‘przecież to tylko gra, nic tu nie jest prawdziwe’.
    Nie wiem, edukować by może czy coś… Praca u podstaw? ;)

    Odpowiedz

  4. Wysłany przez Alvarius w dniu 28 Kwiecień 2011 o 9:15 am

    Jestem graczem i MG od lekko licząc 15 lat i przyznam szczerze, ze z jednej strony zgadzam się z występującym często syndromem Mary-sue i absolutną płytkością postaci kreowanych przez większość graczy, ale z drugiej strony, czemu sie tu dziwić? Ludzie młodzi dzisiaj prawie wcale nie czytają książek, chyba, ze to harry potter, albo zmiercho-podobny szajs. Przy czym nie zwracają tam nawet uwagi na to, ze przynajmniej niektóre postaci są złożone, bo najbardziej ich interesuje z kim w łóżku wyląduje Hermiona i jak bardzo bella będzie wzdychać podczas następnej sceny z Edwardem. Czytanie kiedyś rozwijało wyobraźnię i po tym można było dostrzec dobrego gracza. Teraz, wszystko coraz bardziej miałkie i płytkie, przez co z grona dobrych rpg’owców została nam (cytując Magde Gesler) “DUPA!DUPA!DUPA!”. Ja osobiście na początku swojej erpegowej kariery też cierpiałem na syndrom “och-zajebistego-munchkina”, co to wszystkim niegodziwcom zęby powybija, a panny maja się patrzeć na mnie z maślanymi oczami. Z czasem jednak się rozwijałem. Dla przykładu moja ostatnia postać do L5K, wojownik z klanu skorpiona, był niesamowicie charyzmatycznym intrygantem. Co nie zmienia faktu, że był też psychopatycznym sadystą dla którego chęć zabijania i widok krwi były dosłownie jak narkotyk. Łącznie z tym, że potrafił dostawać delirki gdy przez dłuższy czas nikogo nie ukatrupił. Dlatego starałem się jak mogłem, żeby wymyślać takie intrygi i wielopiętrowe kombinacje, żebym mógł poddawać się mojej psychozie, ale żeby jednocześnie reszta drużyny się nie połapała co się dzieje i żeby nikt mnie za to nie ścigał. Kilka razy udało mi się nawet zarąbać bogu ducha winnego npc’a przed oczami drużyny. tyle, ze sytuacja była tak spreparowana, ze jeszcze mi za to dziękowali. Ba, raz nawet zatłukłem postacie dwójki graczy, jednocześnie wykręcając wszystko tak, że oficjalnie zrobiłem to broniąc innego gracza z drużyny przed nimi. Ale wszystko to dzięki temu / przez to, że jestem uzależniony od książek i mnóstwo czytam. Jasne, ze filmy tez potrafią działać na wyobraźnie, ale tak jej nie ukształtują. W filmie większość mamy podaną na talerzu. Możemy się domyślać motywu, zakończenia itp. Ale w książce musimy wyobrażać sobie wszystko. Nie mówię, ze brak skłonności do czytania to jedyny powód, ale na pewno spory. No i do tego dochodzi jeszcze ogólna mentalność młodego pokolenia:
    “Lans, dziwki, koks, fura, tajski boks”. Niestety mam ten fart, ze pracuję z dzieciakami / młodzieżą na co dzień i choć są wyjątki, to niestety jest to pewna prawidłowość:/

    Odpowiedz

  5. Wysłany przez ralindel w dniu 28 Kwiecień 2011 o 10:36 am

    Mam wrażenie, że książki to jedynie część problemu – głównym problemem są wymagania. MG nie zachęcają graczy do tworzenia “bogatszych” postaci – godzą się na plan minimum i wio, jedziemy z przygodą. Wymagam od moich graczy napisania historii postaci na stronę A4 i dla większości ludzi, którzy u mnie grają jest to gigantyczny wysiłek, bo “nie umiom pisać”, “bo po co”, “bo nie mam czasu” – szczególnie ten ostatni argument uwielbiam, szczególnie widząc tych samych ludzi aktywnie spamujących Facebooka. A przecież nie chodzi o to, żeby postać była opisana “literacko” tylko żeby było z czym pracować. Im więcej szczegółów gracz wymyśli i dostarczy, tym łatwiej stworzyć żywą, aktywną postać.
    Oczywiście, czasem koncepty postaci pozostają konceptami a sama postać zmierza w zupełnie innym kierunku, a czasami (znacznie częściej) gracz po prostu zlewa to, co mu się kiedyś zdarzyło napisać i po prostu gra siebie, ale z tym walczyć jest znacznie trudniej.

    Odpowiedz

    • Wysłany przez Alvarius w dniu 28 Kwiecień 2011 o 10:43 am

      Zgadzam się w tej kwestii absolutnie. Sam wymagam od swoich graczy stworzenia jakiejś ciekawej historii postaci i to z uwzględnieniem pochodzenia, rodziny, środowiska w jakim postać się wychowywała, jak wyglądało jej dzieciństwo, ważniejsze wydarzenia w życiu i co doprowadziło ją do obecnego momentu. Gdy sam grywam u kogoś, najczęściej przynoszę historię spisaną na kilku kartkach, lub podsyłam wcześniej mailem do MG. Niestety, grywam teraz bardzo rzadko, bo czasem mam wrażenie ze z bratem zostaliśmy jedynymi “oldschoolowymi” erpegowcami w towarzystwie, a znaleźć kogoś, kto poprowadzi sensowna sesję dwójce weteranów jest bardzo trudno. prawie niemożliwie. A szkoda, bo w WHFRP, czy L5K bardzo chętnie byśmy sobie pograli jak za starych czasów.

      Odpowiedz

      • Wysłany przez ralindel w dniu 28 Kwiecień 2011 o 11:02 am

        Mnie to z kolei zniechęciło do prowadzenia i ostatnimi czasy ograniczam się tylko do Wolsunga i Shadows – pierwsze, bo to system, który jakoś graczy do myślenia zaprzęga, drugie, bo to LARP. Niestety, kiedy zarzuciłem na Kapitułowym forum ogłoszenie, w którym nieco się rozpisałem i powiedziałem wprost, czego wymagam, to zainteresowanie było żadne.

  6. Wysłany przez Alvarius w dniu 28 Kwiecień 2011 o 11:13 am

    Hmm, może lepiej jednak wrócić do podstaw. Zamiast bandy rozkapryszonych dzieciaków zebrać kilka (4-5 max) doświadczonych osób, czujących klimat i lubiących porządnie pograć i sklecić z nich drużynę. Kameralnie, ale porządnie.

    Odpowiedz

  7. Wysłany przez tristiana w dniu 19 Czerwiec 2011 o 3:20 pm

    Wiesz, ja doświadczenia mam tyle co nic, ale spotkałam się również ze zjawiskiem odwrotnym – ktoś chciał zrobić postać tak “ciekawą”, że wyszła z tego kloaka…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.