Od pewnego czasu boję się produkować kolejne wpisy na tym blogu. Nie złapał mnie writer’s block (choć przyznaję, ostatnio jakoś średnio idzie mi praca nad Więźniami i innymi projektami), nie zacząłem się nagle wstydzić wrzucania i bluźnienia, ale mimo to… boję się. Tego, że komentując i marudząc po swojemu niechcący opowiem się po jednej ze stron w toczących się wszędzie dokoła Wielkich Wojnach.
W ostatnich miesiącach, trochę z nudów, trochę z wrodzonej nienawiści do głupoty zacząłem wdawać się w dyskusje z radykałami, a żeby nie być kompletnym trollem robiłem to w Najlepszym z Portali. Zabawy miałem co niemiara – a to przyszło mi tłumaczyć jakiemuś tłukowi, że nie trzeba walczyć ze zmianami w konstytucji i że nikt nie zabroni zgromadzeń za atak Internetowy, innym razem spierałem się, że o ile sam jestem ateistą to przepędzenie religii ze szkół nie jest tak ważne jak pewne inne palące problemy, a kiedy indziej upierałem się, że geje nie są większymi oszustami niż reszta ludzkości (choć chodzą słuchy, że jestem homofobem…) i umożliwienie im wchodzenie w oficjalne związki partnerskie nie złamie naszej gospodarki…
I przegrywałem. Bardzo, bardzo srogo. I nie szło tu o fakt, że używałem złych argumentów, że moje poglądy były błędne – nic w tym stylu. Szło o to, że wdawałem się w dyskusję. A dyskusji, jak zdążyłem się niejednokrotnie przekonać podczas arcyciekawego procesu edukacji, nikt “normalny” nie chce prowadzić. Normalni ludzie chcą toczyć wojny, w których nikt im nie wmówi, że białe jest białe a czarne jest czarne. Bo tak jest prościej. Łatwiej odpowiedzieć “Pomożemy!” niż zastanowić się “Ale właściwie to w czym/dlaczego?”
Oczywiście, że w naturze ludzkiej leży minimalizm. Oczywiście, że jesteśmy leniwi i każdy ma zbiór rzeczy, o których myśleć nie chce. Niewiele da się w tej kwestii zrobić, niestety – tak już funkcjonujemy. Martwi mnie jednak co się stanie, gdy któraś z tych absurdalnych wielkich wojen wyjdzie poza kanwy zwykłego bezmyślnego krzykactwa. Szczerze mówiąc mam nadzieję, że nie będzie mnie wtedy w okolicy. Nie mam ochoty toczyć Wojny Głupców.
Wysłany przez ślivek w dniu 4 Lipiec 2011 o 11:09 pm
“Like”
niestety miewam podobne refleksje do Twoich tu zamieszczonych na temat owych wojen. Z tym ze po przejechaniu się pare razy podczas rozmów twarzą w twarz i po uswiadomieniu sobie że facebook od jakiegoś czasu jest społecznością jak każda inną nie wypowiadam się wcale w takich akcjach. Może błędnie? może powinienem może nie dyskutować a tylko wyrażać włąsne zdanie klikając a nie wdawając się w jałowe rozmowy? moze to byłaby droga ale myśle ze podobnie jak w ogóle w demokracji sukces pełen takowej zaistniałby jedynie jeśliby wszyscy byli “mądrzy”.
Miło że napisałeś.
Mimo otoczenia niesprzyjającemu dyskusji a, jak rzekłeś, wojnom, myślę że jest trochę miejsca by ktośdzielił się myślą choćby by inni odnajdywali tu promyczek nadziei nawet jeśli złudnej to niektórzy chcą żyć złudzeniem
pozdrawiam
Wysłany przez mołoko w dniu 11 Lipiec 2011 o 8:29 am
aj waj, trudno znaleźć kogoś do dyskusji w mannowskim stylu.